W temacie Trumpa, autyzmu i narcyzmu

Na najprostszym poziomie sytuacja wygląda tak, że prezydent USA jest antynaukowym idiotą. Autyzm po pierwsze nie jest czymś, co wymaga „leczenia”, tylko innym trybem funkcjonowania mózgu, po drugie wielokrotnie udowodniano, że dominujące są czynniki genetyczne (chociaż czynniki środowiskowe również niekiedy wpływają na częstotliwość występowania spektrum).

To, że te banały trzeba powtarzać bezustannie, tylko maluje obraz stanu współczesnej wiedzy naukowej populacji ogólnej (i dyskursu publicznego). Na bardziej skomplikowanym poziomie – faszyzm nienawidzi niepełnosprawności. Bo chociaż autyzm nie jest chorobą, to jest niepełnosprawnością, czyli osoby będące w spektrum nie są w stanie funkcjonować w społeczeństwie TAK JAK OSOBY NEUROTYPOWE, co wynika nie z autyzmu jako takiego, ale z tego, że SPOŁECZEŃSTWO JEST STWORZONE POD OSOBY NEUROTYPOWE. Faszystowskie marzenia o ujednoliceniu populacji, gdyż taką łatwiej kontrolować, stoją jawnej opozycji do różnorodności, jakiej elementem są osoby neuroatypowe (tak samo jak osoby LGBTQ, osoby o innym kolorze skóry, innowiercy itd.). Każdy, kto nie jest białym, heteroseksualnym,  neurotypowym, katolickim cismężczyzną bez niepełnosprawności jest wrogiem administracji faszystowskiej. A takie osoby stanowią jakiś 1% populacji świata. (Zupełnie tyle samo procent, co osoby posiadające 90% kapitału. Ciekawostka).

Na najgłębszym poziomie narcyzm/kapitalizm nienawidzi autyzmu.

To, że Trump jest osobą chorobliwie narcystyczną widzą nawet laicy, ale czemu taka osoba rządzi najpotężniejszym krajem świata? Tutaj odpowiedzią jest kapitalizm, który sam w sobie jest systemem narcystycznym (nastawionym na „osiąganie”, bogacenie się, prestiż, brak empatii i równości), który zawsze prowadzi do faszyzmu, szczególnie, gdy na czele kraju kapitalistycznego staje osoba będącego owego kapitalizmu i narcyzmu symbolem i apoteozą.

(O tym, że faszyzm to nie anomalia, ale efekt uboczny systemów kapitalistycznych pisali chociażby Theodor Adorno i Max Horkheimer, przedstawiciele tzw. Szkoły Frankfurckiej i autorzy „Dialektyki oświecenia” – ci sami, którzy w wielu prawicowych teoriach spiskowych – w ostatnich latach często powtarzanych przez Jordana Petersona – są uznawani za twórców „postmodernistycznego marksizmu kulturowego” – bytu, który nie istnieje i jest wewnętrznie sprzeczny w samej nazwie, niemniej ciekawym jest, że to właśnie osoby, które trafnie wskazały źródło faszyzmu są przez osoby do faszyzmu przymilające się dyskredytowane…).

No dobrze, ale jak się ma do tego autyzm? W mojej perspektywie (osoby autystycznej) autyzm jest poniekąd skrajnym wyrazem indywidualności, ale indywidualności szczerej, prawdziwej i głęboko osadzonej w strukturze osobowości (niezmiennej). Osoby narcystyczne (w tym miejscu upraszczam) posługują się tak zwanym „sztucznym self”, czyli osobowością wypreparowaną, oderwaną od faktycznych struktur osobowości, sztucznie napompowanym balonikiem, mającym przykryć wewnętrzną pustkę, lęk i to, że na pewnym etapie rozwoju coś poszło bardzo nie tak, przez co zdrowa osobowość nie mogła się wykształcić (Pomarańczowy Władca wciąż powtarzający, jaki jest mądry i wspaniały, jakby próbował przekonać przede wszystkim samego siebie). Jest to więc rodzaj zazdrości wobec przejawu autentyczności, który dla takich osób jak Trump jest niedostępny. Paralele wobec kapitalizmu są tutaj oczywiste – wszyscy żyjemy w coraz bardziej narcystycznej kulturze, którą media społecznościowe tylko nakręcają.

Aby ją znieść, zamiast łykać paracetamol (chociaż i tak nie wywoła u was autyzmu), warto sprzeciwiać się kapitalistycznemu narcyzmowi poprzez celebrację autentycznej (lub po prostu indywidualnej) autentyczności.