6 AM, cięcie drewna na wsi

Hałas od rana, nieposzanowanie innych ludzi, trzeba ciąć drewno, trzeba robić, cały czas trzeba robić, tylko w działaniu istniejemy, inaczej nie istniejemy, inaczej komunistyczne leserskie śmieci, cisza jest straszna, w ciszy słyszy się siebie, w ciszy nie ma ucieczki przed lękami, wszyscy przecież wiemy, że lepiej zabić, zgwałcić, znienawidzić, niż wysłuchać samego siebie, a może po prostu oni muszą pociąć to drzewo i tyle, to ich praca i tyle, to ich życie i tyle, może w ogóle istnienie obok ludzi to przeszkadzanie sobie i innego istnienia obok siebie nie ma, drętwiejąca ręka w łóżku, niechcący wyrywanie włosów w czasie seksu, przepraszam, chcę ci zrobić dobrze, ale widzę, że przeszkadzam, chcę istnieć i się cieszyć istnieniem, ale moje cieszenie przeszkadza twojemu cieszeniu, co teraz, chyba trzeba stworzyć jakąś religię nakładającą kajdany na przyjemność i zmysłowość, to może dobry pomysł na ograniczenie cieszenia się, będziemy wtedy bandą zgorzkniałych i stłumionych skurwysynów, ale przynajmniej nie będziemy sobie przeszkadzać, albo będziemy, ale to taka nasza rozrywka, wieczorne bingo, ja się wkurwię i nie powiem, ty się wkurwisz i nie powiesz, wtedy jesteśmy blisko siebie przynajmniej w irytacji.

Ozon

17776

Zapach po burzy to oddech ulgi świata

na krótką chwilę negującego naszą obecność.

Budynki stoją bez swojej naturalnej pewności

jak nierealne konstrukty z czasów przed potopem.

Czujemy się tak mocno i dobrze, bo Ziemia jest czysta –

odarta z człowieczeństwa. Ukazując swoją gościnność

uzmysławia nam iluzję naszej odpowiedzialności.

 

My też możemy odetchnąć z ulgą.

 

 

 

[obraz: Gerhard Richter, „Cage 4”, 2006]