
To nigdy nie jest muzyka. Raczej jęki nocnych koszmarów, przetworzonych popkulturowo w przetwórni rozgłośni. Po niemej ulicy sunie nieme auto z niemą muzyką, spełniającą niepokojącą rolę czegoś na wzór wycieraczek podłogowych; otrzeźwiacza dla półprzytomnego kierowcy, zaczynającego nad trzecią rano trzecią setkę kilometrów.
Zlewające się utwory, chociaż – jak mówiłem – trudno nazwać to utworami, gdyż nie powodują żadnej reakcji, nie są przyczyną żadnego przeżycia estetycznego. Słyszane tysięczny raz w kontekście odgłosu pędu. Wyrażają tylko jedno, to jest niesamowitą suchość i pustkę samego fenomenu nocnej jazdy.
Są to zazwyczaj zużyte polskie piosenki.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.