
Przeczytałem powieść wybitną. Powieść, która weszła do mojego top 5 powieści wszech czasów. Powieść z 2017 roku autorstwa pisarza, który nigdy już nic nie napisze. Powieść na prawie 1000 stron. Powieść przetłumaczoną tylko na francuski i… polski.
Od wielu już lat miałem wtórny problem z czytaniem — okazało się, że jak nie jestem w strukturze zewnętrznej, takiej jak studia, to bardzo ciężko zabrać się za wymagające dużo energii mózgowej czynności, nawet, jak szczerze je kocham. Cóż, ma tak wiele osób z diagnozą ADHD.
Podejmowałem mniejsze rzeczy od jakichś dwóch lat, ale rok temu objawiła mi się ON (tu podziękowania dla Marcin Meller za polecajkę) i podjąłem. I od razu zostałem zalany tym, co absolutnie kocham w literaturze najbardziej, potokiem doznań, stymulacji językiem, niekonwencjonalną głębią wyrażającą się w codzienności, nawiązaniami do nawiązań.
„O” Mikiego Liukkonena to powieść zawierająca w sobie ponad setkę postaci, ciągłe przeskoki kontekstu, retrospekcje w retrospekcjach, a to wszystko czasowo okala zaledwie jeden ciepły, majowy tydzień we współczesnych Helsinkach i Kopenhadze. Chciałoby się powiedzieć, że jest to powieść „epicka”, ale to określenie zazwyczaj (błędnie) jest używane wobec dzieł z ambicjami totalnymi, a przynajmniej ambicjami totalnymi z tezą. A powieść Fina ambicje totalne ma, ale tylko w sferze konceptualnej i tematyki (jest to, niezaprzeczalnie skuteczna w swoim zamierzeniu, opowieść „o wszystkim”). Natomiast w sferze tezy, czyli odpowiedzi na podtytuł („dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej”) czytelnik będzie musiał… Tu nie chcę za dużo zdradzać, a nawet gdybym chciał to mój, a nie liukkonenowski język, byłby niezdolny do wyrażenia „tego”. „Zadowolenie się niejednoznacznością” to eufemizm, który pod pozorem postmodernistycznej kliszy wręcz stawia rzeczoną tezę — świat jest niejednoznaczny i niemożliwy do wyjaśnienia. Tymczasem autor „O” operował na znacznie bardziej subtelnym poziomie wrażliwości. Możliwe, że właśnie dlatego (i przez nieludzkie ograniczenia fińskiej publicznej służby zdrowia) Liukkonen odebrał sobie życie trzy lata temu, w wieku 33 lat.
W przedmowie do powieści tłumacz Sebastian Musielak (który wykonał tutaj karkołomną pracę godną absolutnie wszystkich możliwych nagród), przytacza wypowiedź Mikiego z ich korespondencji: „Jestem przede wszystkim miłośnikiem języka w znaczeniu Joyce’owskim. Dla mnie język jest zawsze pierwszy, a dopiero potem fabuła — a i fabuła, zwłaszcza linearna, nie za bardzo mnie zajmuje. Najważniejsze jest piękno języka i zwłaszcza w O tak istotny jest ten językowy przesyt, który odzwierciedla ten przesyt informacji, w którym obecnie żyjemy (…)”*. To podejście czuć przez całą powieść, a język Liukkonena stymuluje mózg na wszystkie możliwe sposoby. Fin płynnie używa wszystkich rejestrów języka, porusza tematy wszystkich aspektów życia, jednocześnie używając zgoła modernistycznego stylu, wręcz epatującego poetycką soczystością słów. Co chwilę przenosi naszą uwagę w przypisy, w których nieraz rozgrywają się całkiem osobne wątki, odbywają się całkiem osobne rozważania. Z drugiej strony idealnie wyczuwa, czego potrzebuje w danym momencie uwaga czytelnika — po zbyt gęstym i wymagającym fragmencie o tworzeniu zawiłej koncepcji przedstawienia teatralnego wrzuca przeklinającą rodzinę Romów, albo litanię urządzeń kuchennych.
Jednak w swojej wypowiedzi Fin był przesadnie skromny — „O” jednoznacznie daje nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z zaplanowaną z premedytacją synergią tematyki, języka i doświadczenia czytelniczego. Tutaj jesteśmy wciąż stymulowani formą, następnie owa stymulacja jest omawiana w warstwie treści w sposób, który nigdy nie jest patetyczny, aby z czasem sama forma zaczęła wpływać na treść, treść na formę, a nasze doświadczenie czytelnicze, jako odbiorcy tych zmagań treściowo-formalnych, staje się tak naprawdę ostateczną treścią i ostatecznym przesłaniem — przesłaniem książki, która potrafi do samego końca wyrywać się presji przedstawienia czytelnikowi przesłania, czy też wniosku. Mało kto potrafi tak wirtuozersko przeplatać ze sobą wszystkie te aspekty doświadczania, jakie oferuje nam medium literatury.
„O (albo uniwersalny traktat o tym, dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej)” nie jest książką łatwą. Jest to potężna formalnie i objętościowo cegła, która wymaga od nas pomieszczenia w mózgu kilkunastu osobnych, jednak łączących się ze sobą, wątków. Tematycznie poruszane jest w niej… wszystko, co dobrze oddają hashtagi zamieszczone na stronie przedtytułowej (bakłażany, Bach, omdlenia, Tesla, nerwice, potrawka z kurczaka, Jung, cyrk, samotność, zjeżdżalnie, wyścigi konne, OCD, Andersen, Romowie, Whitesnake…). Nie zgadzam się jednak z zaobserwowaną przeze mnie w recenzjach powieści tendencją do sprowadzania tematyki „O” do kwestii przesytu informacyjnego, samotności we współczesnym świecie, czy też licznych zaburzeń psychicznych i nerwic, na które w książce w jakimś stopniu cierpi zasadniczo prawie każda z napotkanych postaci, i przez co właśnie lektura miałaby być „trudna” (synteza opinii z Lubimy Czytać — Polacy zetknięci z tematyką problemów psychicznych bardzo szybko włączają mechanizm obronny pt. „ale to j*bnięte” i zamieniają się w trzy buddyjskie małpki). Te tematy to niejako wierzchnia warstwa treści, wręcz podległa nadal sferze formy powieści. Równie dobrze można powiedzieć, że książka ta jest o… okręgach (tytułowe „O” to nie litera, ale symbol okręgu).
Ambicje Liukkonena były znacznie większe. Fin pytał o to, jak wygląda, na możliwie najgłębszym metafizycznie poziomie, nasza relacja ze światem. Bliżej mu do duchowości „Twin Peaks” Davida Lyncha niż do roli postmodernistycznego narzekacza. I to właśnie dlatego jest to powieść trudna. Odkrywa niesamowite poziomy egzystencjalnego niepokoju, aby za chwilę złagodzić go pięknem. Mówi o wszystkim, aby nie powiedzieć nic. Epatuje formą i treścią tak intensywnie, aby, niczym mistrz zen, wybić nas ponad jedno i drugie, w coś Trzeciego.
Nie wiem, czym to Trzecie jest. Jednak po lekturze „O” nie wiem inaczej niż wcześniej. I z tego powodu warto zapoznać się z tym wybitnym dziełem, które przywróciło mi wiarę w literaturę i pasję czytania.
***
Miki Liukkonen, „O (albo uniwersalny traktat o tym, dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej)”, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2025. Przełożył Sebastian Musielak.
*Cyt. fragment za: „Od tłumacza”, str. 7, w tymże.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.